Wszyscy jesteśmy „dietetykami” – internet ułatwia kreowanie ekspertów

Zgodnie z danymi GUS, w 2016 r. dostęp do internetu posiadało 80,4% gospodarstw domowych. Jak się okazuje, 79% internautów loguje się w sieci niemal każdego dnia, głównie na urządzeniach stacjonarnych, ale również na telefonach komórkowych i tabletach. Wysokie pozycje w rankingach najpopularniejszych internetowych wyszukiwań zajmują frazy związane ze zdrowiem i stylem życia. Szybka, bezpłatna diagnoza czy porada dietetyczna bez wychodzenia z domu u tzw. „dr Google” dla wielu stała się wygodną alternatywą.

Kto może być internetowym „lekarzem” czy „dietetykiem”? Każdy, ponieważ świat online nie wymaga kierunkowego wykształcenia. Aby wykreować pozycję autorytetu w danym temacie wystarczy marketing – porywające teksty, ładne zdjęcia i dobre wypozycjonowanie przekazu. Tak powszechny dostęp do informacji dotyczących odżywiania sprawił, że wiele osób czuje się specjalistami w dziedzinie dietetyki i chętnie się nimi dzieli. Niestety często wiedza takich ekspertów oparta jest na:

  • tekstach, których autorami nie są profesjonaliści,
  • informacjach, których autorami są firmy budujące odpowiednią potrzebę pozwalającą zwiększyć sprzedaż danego produktu,
  • braku odpowiedniego zrozumienia tematu,
  • wychwytywaniu pojedynczych informacji a nie holistycznym podejściu do organizmu (np. nieuwzględnianie stanu zdrowia, zapotrzebowania energetycznego, wieku).

Blog jako najprostsza forma budowania autorytetu

Nowinki ze świata dietetyki odnaleźć można na licznych stronach internetowych i blogach. Internauci chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami na portalach społecznościowych i forach internetowych. W ostatnim czasie królują jednak blogerki, które dla wielu młodych ludzi (i nie tylko) są wzorami do naśladowania.

Blogi o diecie prowadzą głównie osoby, które nie są zawodowymi dietetykami.Uczestniczą jednak w codziennym życiu swoich czytelników publikując nowe posty, wysyłając newslettery i aktywnie odpowiadając na komentarze. Większość blogerek publikuje zdjęcia oddziałujące na wyobraźnię – swojej wysportowanej sylwetki czy osób, którym pomogły schudnąć (porównanie przed i po diecie), czym dodatkowo wzmacniają swoją pozycję specjalistki od spraw odżywiania. Czytając komentarze, spotyka się takie, po których widać, że blogerka potrafi być większym autorytetem niż lekarz czy dietetyk.

Autorka bloga, z którego pochodzą powyższe komentarze podaje, że jest dietetykiem, doradcą żywieniowym specjalizującym się w dietoterapii i racjonalnej redukcji masy ciała bez efektu jojo. Jej bloga odwiedza miesięcznie prawie 130 tys. użytkowników. Ale czy profesjonalistka faktycznie podjęłaby się stawiania diagnozy przez internet? Czy we wspomnianej sytuacji nie powinna powiedzieć, że istnieje wiele przyczyn zgrzytania zębami i zachęcić do konsultacji lekarskiej? Akurat w tym przypadku blogerka zaleciła lek dostępny na receptę, natomiast w wielu przypadkach rekomendowane są suplementy diety, do których dostęp jest nieograniczony.

Epidemia nietolerancji glutenu? 

Jakiś czas temu niewiele osób wiedziało czym jest gluten. Temat dotyczył osób, które zmagają się z celiakią i które faktycznie nietolerują tej frakcji białka. Od pewnego czasu media przestrzegają przed spożywaniem produktów zbożowych a sklepowe półki uginają się od produktów gluten free. Fakt wykorzystali producenci, którzy na swoich naturalnie bezglutenowych produktach zaczęli zamieszczać informację o braku glutenu. Co więcej, niektórzy zdecydowali się dodawać do swoich standardowych produktów gluten, by móc wprowadzić na rynek nowy, droższy produkt bez glutenu. Temat glutenu poruszony jest na niemal każdym blogu dotyczącym dietetyki. Wielu autorów podchodzi do niego sceptycznie i dostrzega w nagłym zainteresowaniu glutenem spisek producentów. Są jednak blogerzy – przeciwnicy glutenu, którzy zalecają natychmiastowe zaprzestanie spożywania produktów zbożowych, bez wcześniejszego wykonywania badań i konsultacji dietetycznej/lekarskiej. 

Zacytowany powyżej fragment pochodzi z bloga dotyczącego diety paleo. Autor u swojej czytelniczki dopatrzył się wyraźnych objawów nietolerancji gluetnu albo ogólnie pokarmów zawierających zboża. Do postawienia diagnozy nie potrzebował więcej informacji czy badań.Nie zwrócił również uwagi na fakt, że być może jego czytelniczka podczas diety przyjmowała więcej błonnika, który pomógł jej uregulować pracę układu pokarmowego. Autor nie unika śmiałych twierdzeń dotyczących wpływu składników pokarmowych na ludzki organizm.

Zaskakujący jest więc dodany małą czcionką na dole strony wpis:

Te słowa są niemal niezauważalne, za to w odpowiedziach na pytania czytelników, bloger rzadko zachęca do skorzystania z usług specjalistycznych. Jego blog notuje ok. 5 tys. unikalnych odwiedzin dziennie.

 

„Sportowcy” = „Dietetycy”

Wraz z modą na bycie fit, w Polsce przybyło trenerów personalnych. Ponieważ aktywność fizyczna i dieta to dwa nierozłączne elementy, trenerzy często doradzają swoim klientom co jeść, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Chętnie udzielają porad internetowych. Ich dieta nastawiona jest często na szybkie osiągnięcie efektu wizualnego, nie uwzględnia tego co dzieje się wewnątrz organizmu. Osobom trenującym niejednokrotnie zaleca się przyjmowanie zestawów odżywek i suplementów. Sklepy internetowe oferują szeroką gamę produktów na masę, rzeźbę, siłę czy wspomagające redukcję. Kuszą wygodą i szybkim efektem. Dla przykładu można w nich znaleźć kapsułki pełniące rolę posiłku. Jak opisuje swój produkt jeden ze sprzedawców:

Kupić taką odżywkę może każdy, niezależnie od stanu zdrowia czy wieku. Klienci mogą być nawet nieświadomi, że taka kapsułka nie może zastąpić pełnowartościowego posiłku bogatego w produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce czy produkty mleczne. Nie wiedzą również, że przyjmowanie suplementów może skończyć się przykrymi dolegliwościami wynikającymi z niedoborów, nadmiarów czy zachodzących interakcji. Skupiają się na tym, że osiągną wymarzony wygląd i nikt nie przypomina im o zdrowiu.

Internetowy problem

Przykładów na to jak internet pozwala w łatwy sposób zostać „dietetykiem” jest mnóstwo. Łatwość w stworzeniu bloga i możliwość zarabiania dzięki reklamodawcom jest wystarczającą zachętą do blogowania. Brak kontroli nad internetem przyczynia się do szerzenia wielu niesprawdzonych informacji. Przeczytanie tekstu nigdy nie zastąpi wizyty w profesjonalnym gabinecie dietetycznym i indywidualnie dopasowanej diety. Szczytem marzeń byłaby regulacja prawna, która wprowadzi ograniczenia w pojawiających się w internecie artykułach. Trudno sobie to jednak wyobrazić. Podobnie jak to, że producenci i blogerzy przełożą zdrowie swoich czytelników nad swój własny biznes.

Piśmiennictwo
1.http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/nauka-i-technika-spoleczenstwo-informacyjne/spoleczenstwo-informacyjne/spoleczenstwo-informacyjne-w-polsce-w-2016-roku,2,6.html (06.02.2017 r.)
2.http://iab.org.pl/wp-content/uploads/2016/06/Raport-strategiczny-Internet-2015_2016.pdf (06.02.2017 r.)
3.http://pbi.org.pl/raporty/badanie_blogow.pdf (06.02.2017 r.)
4.Małgorzata Furmankiewicz, Anna Sołtysik-Piorunkiewicz, Piotr Ziuziański. Badanie: Internet i Zdrowie. Ogólnopolski system ochrony zdrowia. 9/2015
5.Ewa Bubis, Izabela Przetaczek-Rożnowska, Katedra Analizy i Oceny Jakości Żywności. Gluten i choroby wynikające z jego nietolerancji. Kosmos – problemy nauk biologicznych. Tom 65/2016
6.Kamila Knol-Michałowska. Internet jako źródło informacji o zdrowiu – wady i zalety dla relacji lekarz-pacjent. Perspektywa pacjentów. Hygeia Public Health, 2014, 49 (3)

autor:
mgr zdrowia publicznego Magdalena Fedorowicz
absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Wszyscy jesteśmy „dietetykami” – internet ułatwia kreowanie ekspertów
5 (100%) 2 votes