Odchudzanie zaczyna się w głowie

Dokładne, mierzalne, ambitne…cele. Cele znajdują się na liście noworocznych postanowień. Rzucamy papierosy, kilogramy w zamian za regularność uprawiania sportu, systematyczność nauki języka obcego i konsekwencję w spełnianiu swojej listy marzeń. W euforii nowego roku, poniedziałku – symbolizującego początek, zbliżających się uroczystości rodzinnych, podejmujemy decyzję, które nie mają solidnych fundamentów, by mieć szanse sukcesu.

Człowiek ogarnięty entuzjazmem, bierze na siebie zbyt wiele. Zakłada, że bardzo chce, zniesie wszystkie przeciwności. Mamy stworzony – czasami na potrzeby okoliczności – plan swojej przyszłości. Często na „starcie” widzimy „metę”, bez drogi, która prowadzi do celu. Podejście takie graniczy z przekonaniem, że maraton da się przebiec siłą woli – chęci  – chcenia, bez uprzedniego przygotowania do wysiłku mięśni, a dietę można rozpocząć z dnia na dzień inspirując się wskazówkami z gazety czy poranną telewizją śniadaniową.

Można „namawiać” siebie do działania nad  odroczoną w czasie nagrodą, ale będzie to wymagało codziennego samozaparcia, aby zrobić kolejny krok. To droga przez mękę. Takie podejście potęguje przekonanie, że tylko osiągnięcie sukcesu gwarantuje szczęście. Tylko po co czekać na szczęście do osiągnięcia celu?   To tak, jakby pominąć sam moment drogi – moment przygotowań do wymarzonego urlopu, szukania miejsca na wypoczynek, pakowania walizek, przygotowań przed pierwszą randką. To, jakby gotowanie obiadu z pominięciem etapu zastanowienia się, co chciałoby się zjeść, z kim chciałoby się go zjeść. A droga to sześć najważniejszych elementów wg. autora Roberta Wardy „Moja droga do Santiago”:

  • cisza – droga nie jest miejscem mówienia, lecz słuchaniem wewnętrznego głosu,
  • wolne tempo – bez pośpiechu, krok po kroku,
  • samotność – idziesz sam,
  • wysiłek i hasło „idź, idź”,
  • umiarkowanie – dobrze doświadczyć głodu i pragnienia,
  • dary – schronisko gratis, uśmiech gratis. Najważniejsze sprawy w życiu są za darmo.

Powyższą analogię należy przełożyć do celu jakim może być odchudzanie. W ciszy,  należałoby się skonfrontować z korzyściami jakie niesie ze sobą osiągnięcie celu. Punkt po punkcie uzmysłowić sobie i zapisać, profity płynące ze smukłego ciała. Jeżeli uznamy ten akapit za mało istotny, jeszcze przed rozpoczęciem procesu odchudzania tracimy i cel i motywację, oddając miejsce wysiłkowi i koncentracji nad tym, ile wyrzeczeń kosztuje nas realizacja planu. Tracimy z oczu cel a wszystkie działania momentalnie stają się wyczerpujące, uciążliwe i żmudne. A wystarczyłoby poświęcić troszkę czasu na zobrazowanie, zilustrowanie scenki naszego sukcesu. Na wytłuszczenie korzyści, jakie niesie zmiana, które są konsekwencją podjętej drogi. Dla jednej osoby będzie to lepsze samopoczucie, nabranie większej pewności siebie, dla drugiej, satysfakcja z garderoby w upragnionym rozmiarze lub przełamanie własnego oporu względem listy wymówek, że czegoś nie da się zrobić.

Postawienie sobie celu nie jest łatwe. Wymaga pozbycia się wielu ograniczeń, schematów, blokad. Wymaga dużej znajomości siebie, kontaktu ze swoimi potrzebami i pragnieniami. Codziennego pytania siebie, czego tak naprawdę chcę? co jest dla mnie ważne? co sprawia, że uśmiecham się i chcę czuć jeszcze więcej radości w swoim życiu? Moment w którym decydujemy się iść ścieżką zgodną z głosem serca, to moment w którym życie się zmienia. Wszystko dookoła się zmienia! Pytanie tylko, czy podoba się nam sama idea zmian – bez poddawania się procesowi zmian?

Aby, sprawdzić jak bardzo jesteśmy otwarci na zmianę warto zatrzymać się na refleksji nad tym zagadnieniem, wychodząc z dotychczasowych schematów, nawyków, przyzwyczajeń. A gdyby tak:

  • zasnąć po innej stronie łóżka niż robimy to codziennie,
  • zamiast porannej kawy, wypić szklankę … kakao,
  • usiąść do obiadu, po innej stronie stołu i zamiast zjeść coś nam dobrze znanego, spróbować nowy produkt spożywczy. Może skosztować kaszy gryczanej niepalonej, kaszy bulgur czy kaszy jaglanej. A może przyprawy, której jeszcze nie odkryłeś w swojej kuchni? A może ziemniaki, które tradycyjnie będziesz chciał ugotować, ugotujesz z mniejszą ilością soli – a może wcale jej nie użyjesz?
  • no dobrze (wracamy do kawy) – wypić ją w innym kubku niż zazwyczaj – bez dosypywania dwóch łyżeczek cukru a jedynie półtorej łyżeczki,
  • uczesać się inaczej,
  • założyć wybraną część garderoby w kolorze, którego nie nosisz na co dzień,
  • do pracy iść na piechotę, jeżeli dojeżdża się samochodem lub przejść kilka przystanków, pojechać rowerem, zrobić wszystko, by  tętniczki również poczuły zmianę w postaci poprawy funkcji śródbłonka, zmniejszenia ciśnienia krwi w dalszej perspektywie czasu, obniżenie poziomu cukru we krwi.

Pomysłów jest mnóstwo. Jedyne, co nas ogranicza, to nasza wyobraźnia. Celem powyższej refleksji,  jest zobrazowanie granic jakie mamy w sobie. Zilustrowanie „strefy wygody”, której się kurczowo trzymamy, przyzwyczajeń, które wykonujemy automatycznie oraz uświadomić sobie ile zmian jednorazowo jesteśmy w stanie przyjąć.  To ukłon w stronę wolnego tempa w analogi drogi do celu.

Metoda małych kroków bez pośpiechu w całym procesie jest kluczowa. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że w jeden dzień chcemy posprzątać całe mieszkanie, nie pomijając mycia okien, przeglądu garderoby, prania, prasowania, pucowania łazienki. Warto w tym miejscu dodać, że im większy zapał, tym bardziej ambitny plan działania. Nawet jeśli uda się tego dokonać, to wieczorem – a może raczej nad ranem – jesteśmy nie do życia. Zmęczona/ny, sfrustrowana/ny, przytłoczona/ny. Ale, gdyby zrobić plan i podzielić zadania? W poniedziałek posprzątać garderobę, we wtorek pomyć okna, w środę ogarnąć kuchnię – poprać zasłonki etc. czyż nie byłoby prościej? Niezależnie jak wielki jest cel, kroki prowadzące do niego powinny być małe. Nie ma to znaczenia czy celem jest czyste mieszkanie, nauka języka, czy zrzucenie kilogramów – idea jest taka sama. Wolno, planowo, konsekwentnie – jednym słowem do celu. 

Kolejnym elementem stanowiącym składową  drogi, jest samotność – idziesz sam.Decyzja jest działaniem samotnym.  Tutaj mieści się odpowiedzialność za siebie – z nadaniem sobie mocy sprawczej wszystkiego tego, co spotyka nas na drodze odchudzania. Tutaj też  potrzebny jest konkretny powód dla którego chce się osiągnąć wybrany cel. Taki, w który mocno wierzymy. Im będzie silniejszy, tym mocniejsza będzie motywacja. Dlaczego? Wyobraź sobie, że przez siedem dni w tygodniu oglądasz ten sam film. Z biegiem czasu reakcje emocjonalne będą się zmieniać. Film mniej będzie wzruszał, mniej ekscytował, zaskakiwał fabułą. To, co na początku wywoływało łzy i strach stanie się całkowicie obojętne. Taka sama obojętność – po czasie euforii – dotyczyć może najsmaczniejszego deseru, najwspanialszej płyty muzycznej czy pokazu fajerwerek. Z tego, też powodu obrany cel musi być na tyle atrakcyjny, by w nim wytrwać w momencie kiedy wkrada się monotonia, powtarzalność czynności.

W drodze do sukcesu  wysiłek i hasło idź, idź są na porządku dziennym. Zapisywanie celów – o których była już mowa –  pozwala zapobiec stopniowej utracie motywacji. To wewnętrzny monolog, w którym dopingujemy siebie dobrym słowem, namacalnym  odkreślaniem  wykonanych zadań.  Jest to źródło satysfakcji i poczucie, że jeżeli udało się dziś, uda się też jutro. Bo, jak może nie cieszyć wieczorny wpis „zrobiłem to!- zjadłem wartościowe śniadanie”, „swoim zapałem, uporem dokonałem tego” – odbyłem 1,5 spacer, „jestem wielki!”- nie uległem drugiemu kawałkowi pizzy, „dziś zrealizowałem plan w 40%, ale jutro zawalczę o więcej”! .Z psychologicznego punktu widzenia warto skupić się na zachowaniu w tym procesie, nie na wynikach. Wyniki przyjdą z czasem. W procesie zmian, najważniejsze jest poczucie ile zrobiło się, by osiągnąć dany krok. To przejście przez emocje – nie obok nich. To nie zadawanie pytania dlaczego, ale uświadomienie sobie, że nie można zmienić wszystkiego od razu stąd też zwrócenie uwagi na umiarkowanie.

Umiarkowanie w tempie zmian, ilości zmian i wielości kroków prowadzących do celu. Umiar tyczy się treningów w myśl zasady, aby „robić tylko tyle, by ruch sprawiał radość”, ale także wymówek typu „nie mam czasu na ćwiczenia”. Przytoczę w tym miejscu maksymę: „Kto chce szuka sposobu, Kto nie chce szuka powodu”, aby zweryfikować tym samym zarządzanie czasem, który mamy. Bo gdyby nastawić minutnik w sytuacjach w których sami kradniemy sobie czas nie wartościowymi zajęciami, czyżbyśmy nie odnaleźli godzinowych „strat” dobowych? Umiar dystansuje lęk przed niepowodzeniem często związany ze stawieniem sobie wygórowanych celów, które z góry demotywują ilością pracy i czasu jaką trzeba włożyć, bez możliwości szybkiego poczucia spełnienia.

Stawkę zamykają daryDary to nagrody za decyzję, działanie. To uczynienie z celu – nawyku, którego powtarzalność doprowadziła do sukcesu. To konsekwencja w działaniu, planowaniu, nagradzaniu i docenianiu codziennych sukcesów. To przyjmowanie słów uznania, podziwu, wytrwałości. To odbijający się w lustrze uśmiech siebie samego, to podniesiona głowa- wyprostowane plecy i radość. Dar to także przyznanie przed sobą samym – mam problem, spojrzenie prawdzie prosto w oczy i  stawianie temu czoła. To szczerość, odwaga, siła, wytrwałość, szczególnie ta, która nie ulega słowom „daj sobie spokój”.

Reasumując, posłużę się słowami Joe Vitale „wszystko zaczyna się od uświadomienia sobie, że może być inaczej”.

Piśmiennictwo
1.”Diet coaching” Urszula Mijakowska
2.”Nawyk wytrwałości” Anna Kuraszyńska
3.”Zdrowie zaczyna się od jedzenia” Melissa Hartwig, Dallas Hartwig
4.”Coaching” psychology today – dwumiesięcznik: nr.5/2014
5.”Dieta dr Beck” Judith S.Beck
6.”Siła nawyku” Charles Duhigg

autor:
Magdalena Baranowska
dietetyk
absolwentka Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie

Odchudzanie zaczyna się w głowie
4.7 (93.33%) 3 votes